Posty

Wyświetlanie postów z listopad, 2020

Rozdział 2

  Pośrodku jeziora, z wody wyrastał piękny biało-niebieski kwiat. Lily poznała to miejsce. To była jaskinia za wodospadem. Ale coś się zmieniło. Naokoło zaczęły pojawiać się kryształy a nad kwiatem pojawiła się gwiazdą. Lily poczuła że boli ją ramię... Obudziłam się przerażona. Jeszcze nigdy nie miałam tak realistycznego snu. Blizna na ramieniu dalej mnie bolała. Przeciągnęłam się powoli. Od dawna tak bardzo nie chciałam wstawać. Słońce powoli wznosiło się ponad horyzont ale wiedziałam że dzisiaj wszyscy wstają o tej godzinie. Podniosłam się i wyszłam na zewnątrz. Usłyszałam gwar rozmów. Powinnam od razu pobiec na szczyt Kwiatowej skały ale wtedy poczułam... Trudno to opisać. Po prostu w i e d z i a ł a m. Skierowałam się w stronę baobabu szamana. Szaman Netu był tam i przygotowywał się do ceremonii. Dziś lwiątka takie jak ja rozpoczynały naukę u Netu. Szaman przerwał pracę.  - Co cię tu sprowadza? - zapytał.    - Sama nie wiem...   - Wiesz... Jesteś niezwy...

Rozdział 1

Gdy się obudziłam było jeszcze ciemno. Przeciągnęłam się i podniosłam. Zawsze lubiłam noc. Może dlatego, że wtedy mogłam gdzieś pójść nie narażać się na szepty i spojrzenia rzucane ukradkiem w moją stronę. Czasami zastanawiam dlaczego tak musi być. Czemu jestem inna. I nie chodzi tylko o białe futro chociaż ono też bardzo się wyróżnia. Chodzi o oczy. Są niebieskie. Niebieskie oczy to niby nic dziwnego ale w moim przypadku... No bo która inna lwica ma niebieskie gałki ocznej z granatową tęczówką? Tylko ja. I jest jeszcze to... Spojrzałam na bliznę na ramieniu. Że też nie może być w jakimś normalnym kształcie tylko ta głupia gwiazda. Nawet nie wiem skąd ją mam. W ogóle nie wiem zbyt wiele o moim pochodzeniu. Król Manor i królowa Tenabi mówią że znaleźli mnie niedaleko Kwiatowej skały i adoptowali. Może adoptowali to za wiele powiedziane bo wcale się mną nie zajmują. Wyszłam z jaskini. Niebo było piękne, całe usiane gwiazdami. Pobiegłam nad wodospad. Przeszłam przez wodę spływającą z góry...

Prolog

Ciemność. Jedyne słowo które w tamtą noc pasowało do Kwiatowej Ziemi. Nie było księżyca, gwiazd. W porównaniu do wczorajszej nocy ta mogła wydawać się mroczniejsza od najciemniejszych nocy. Ale to dobrze... Nawet bardzo dobrze. Z mroku wyłoniła się sylwetka lwa. Błękitny kwiat złamał się przydepnięty wielką łapą. Teraz nie miało to znaczenia. Lew miał tylko jedno zadanie. Mała lwiczka która spała na jego grzbiecie o niczym nie wiedziała. Ostrożnie odłożył ją w krzaki. Misja została wykonana.  Ruszył w stronę Pustyni nie oglądając się za siebie. Mała lwiczka właśnie otworzyła swoje oczy. Niebieskie oczy.