Powoli skradałyśmy się w mroku. Dwie plamy biała i brązowo-żółta. Cieszyłam się, że udało się uciec. Żałowałam tylko, że nie pożegnałam się z Tefu. Przechodziłyśmy właśnie przez jakiś pokryty licznymi skałami teren. Nie było łatwo ale przynajmniej mogłyśmy się za coś schować. Nel szła przodem a ja obserwowałam czy nikt nas nie śledzi. Nagle zobaczyłam w oddali czarny dym. - Pożar! - krzyknęłam. Nel odwróciła głowę i ujrzała to samo co ja. Rzuciłyśmy się do ucieczki. Biegłyśmy na oślep bo dym już do nas dotarł. Suche gałęzie pod naszymi łapami mogły się w każdej chwili zapalić. Wtem usłyszałam - Wskakujcie! - na wysokiej skale siedziała kremowa lwiczka trochę ode mnie młodsza. Nie zastanawiąc się długo zaczęłyśmy się wspinać. Byłam już prawie przy końcu ale usłyszałam krzyk. Nel zsuwała się ze skały. Rozpaczliwie próbowała zachaczyć pazurami o krawędź ale nawet dorosły lew nie dał by sobie rady. Rzuciłam się jej na pomoc. Udało mi się chwycić jej łapę ale sama zaczęłam się ześlizgi...